stewia suknie ślubne ścianki działowe Willa Łuczyce, Apartament Głusko, Ośrodek wypoczynkowy Kołodziejska w Grudziądzu, Camping Kaniczki, Hotel Dymińska w Przewornie, Apartament Balcarzowice, Domki wczasowe Osłonino tel 783049050, Domek letniskowy Sulińska w Niedrzwicy Dużej, Willa Derulska w Krośnie Odrzańskim, Campingi Łąkomin

Łuczyce

Głusko

Grudziądzu

Kaniczki

Przewornie

Balcarzowice

Osłonino

Niedrzwicy Dużej

Krośnie Odrzańskim

Łąkomin

Willa Łuczyce

Posiadamy Willa Łuczyce 5 osobowe, 160 zł osoba, poza sezonem 35 zł.Wypozażenie: łazienka, telewizorWyzywienie: pełne wyzywienieod plaży 600mdyskotekadiscoŁuczyc

Apartament Głusko

Polecamy Apartament Głusko 5 osobowe, 150 zł osoba, poza sezonem 90 zł.Wypozażenie: dostep do internetu, telewizorWyzywienie: śniadaniado plazy 400msalon pieknośc

Ośrodek wypoczynkowy Kołodziejska w Grudziądzu

Ośrodek wypoczynkowy Kołodziejska w Grudziądzu Proponujemy noclegi 3 os. Cena 65 os.Obiekt:salon odnowy biologicznej, plac zabaw, łóżko 2 osobowe, tv, leżak, ś

Camping Kaniczki

Proponujemy Camping Kaniczki 5 osobowe, 45 zł osoba, poza sezonem 140 zł.Wypozażenie: telewizor, balkonWyzywienie: obiady i kolacjedo wody 700mbasen odkrytyspaKaniczki

Hotel Dymińska w Przewornie

Hotel Dymińska w Przewornie Oferta noclegi 5 osobowy. Cena 40 os.Obiekt:centrum turystyczne, solarium, łóżko łaczone 2 osobowe, balkon, aneks kuchenny, bufet,

Apartament Balcarzowice

Posiadamy Apartament Balcarzowice 5 osobowe, 50 zł osoba, poza sezonem 55 zł.Wypozażenie: aneks kuchenny, aneks kuchennyWyzywienie: śniadania i obiadokolacjeod wody

Domki wczasowe Osłonino tel 783049050

Pokoje:5 os 85zł osoba3 os 50 zl osoba6 osobowy 55 zl osobaPosiadamy:grillcentrum rekreacjiod plazy1300mApartamentywanna z hydromasażemradioprysznicśniadaniaOsłonino

Domek letniskowy Sulińska w Niedrzwicy Dużej

Domek letniskowy Sulińska w Niedrzwicy Dużej Proponujemy noclegi 4 osobowy. Cena 35 os.Obiekt:centrum rekreacji, grill, ekskluzywne łózka, radio, prysznic, wyzy

Willa Derulska w Krośnie Odrzańskim

Willa Derulska w Krośnie Odrzańskim Oferta noclegi 3 os. Cena 150 os.Obiekt:grill, dyskoteka, dwa łóżka jedno osobowe, prysznic, dostep do internetu, obiadokol

Campingi Łąkomin

Polecamy pokoje 5 osobowy, 40 os.Nocleg:restauracje, sauna, do wody 200m, kolacje, czajnik bezprzewodowy, leżak, łazienka, lozko dwu osobowe, basen kryty.Berenika Mą
16 17 18 19 20 | 21 | 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33

Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu... Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie. - Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie. - Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie... Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie. - Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste... Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia. - Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji... Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta. - Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie. - Chwileczke, dobrze? - poprosilam. Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania? - W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech. - Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi! - Dziekuje panu... - Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil? Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro. W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie. - Slucham? Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia? - Nie. - Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni? - To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki. - Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz? - Oczywiscie! - Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen... - Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu! - Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal. - Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku! - Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin? - Nie. Nie mam pojecia... - Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci! Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku. - Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? Anna nie syszaa skrzypnicia drzwi. Mimo kilku godzin snu czua teraz wiksze znuenie ni z rana po le przespanej nocy. Obudzia si o wczesnym zmierzchu. Z pocztku, zaskoczona penym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w gbi za oknem zarys pota i drzewo o czarnych, gncych si gaziach, nie moga zorientowa si, gdzie si znajduje. Nie zdya si jeszcze przyzwyczai do tej duej, obcej izby tak rnej od pokoju, ktry ostatnio zamieszkiwaa. Gdy o podobnej godzinie budzia si w Warszawie, widziaa przez zmtnia szyb aonie obwis rynn, dalej obdrapan cian pen jakich niepotrzebnych gzymsw i ozdb, wtych balkonikw i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyej czarny, wilgotny, gsto poatany dach, smtne dymniki uwikane w pajczynowe nitki drutw radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z caoci, w bezruchu zastygy, jakby ze starej ilustracji wycity pat nieba. Gdy nadchodzi przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacina z ukosa, wwczas dymniki szamotay si apatycznie, potem z rosncym mrokiem zapada ospay spokj, tylko wiatr uwiziony pomidzy murami bekota ptrzytumionym oddechem. Tak w cigu wielu miesicy zya si z tym obrazem, e nim zdya teraz podnie powieki, bya pewna, e taki wanie widok narzuci si jej oczom. Pomylaa, e bdzie musiaa zaraz ubra si i wyj na ulic. Zacza si nawet zastanawia, czy nie powinna zmieni dzielnicy. Moe jeszcze raz sprbowa rdmiecia? Moe... Westchna ciko. Gdyby mona byo schroni si przed tym wszystkim w sen dugi i twardy! Ale kiedy po chwili zdaa sobie spraw, e nie jest ju w Warszawie - nie odczua ulgi. Dochodzia pita. Za godzin - obliczya szybko - powinien przyj kierownik poczty. Znowu bdzie kl dogorywajc on... Usiada na ku, wsuna stopy w rozdeptane pantofle. W pokoju byo zimno, powietrze przesiknite wilgoci czynio chd oblizgym i lepkim. Drc narzucia szlafrok, pamitajcy jeszcze lepsze czasy, i podesza do toalety. Spojrzawszy w lustro wzdrygna si. Nie moga patrze na siebie bez wstrtu i przestrachu. Ostatnich kilka lat zmienio j zupenie. Czasami miaa wraenie, e kady dzie, kada noc posuwaj naprzd dzieo zniszczenia. Nieraz, budzc si z rana, zrywaa si popiesznie z ka i jeszcze oczy majc zaklejone od snu biega do lustra. Staro, nie, to nie o ni chodzio. Niedawno przekroczya wprawdzie czterdziestk, ale nie wygldaa na wicej lat. Zmienia si tylko wyraz jej twarzy. Zarys policzkw niegdy tak delikatny uleg trywialnemu znieksztaceniu, usta ukaday si w przykry, wyuzdany grymas, oczy straciy wilgotny, mikki poysk. Anna czua, e moe teraz pociga tylko natury chore i instynkty znieprawione. Ruchy, gos, spojrzenia, wszystko w niej obiecywao rozpust. Ile te razy w oczach zaczepionych mczyzn wyczytaa nietajony odruch niechci i pogardy. Ile brutalnych sw uderzyo j po twarzy. Brali j ci, ktrych twarze byy napitnowane tymi samymi znakami, co i ona. Pkay wobec niej wszelkie hamulce, opaday maski, rwaa si w strzpy ukadno, brudny kb ciemnych poda wycieka z obnaonych cia, jak ropa pynca z odkrytej rany, opltywa j swymi mackami, chon i ssa. Czasami przecie znajdowaa nieomal zadowolenie w tym cakowitym i ostatecznym upadku. Czeg moe od ycia da kobieta, od ktrej nikt prcz krtkiej, ndznie opaconej chwili rozkoszy niczego nie da? Nic si ju sta nie moe. Zanurzy si wic w t otcha, dosign samego dna... Z pewnoci t wanie zgod na wszystko wyczyta w jej oczach Litowka, gdy bawic przed tygodniem w Warszawie spotka Ann na ulicy. Zdziwia si, e j pozna. Nie widzieli si bowiem od dziesiciu przynajmniej lat. Stare dzieje ich czyy. Anna ya wwczas z Morawcem, stawiajcym pierwsze dopiero kroki na terenie stolicy. Roman by modszy od niej, mia dwadziecia kilka lat, podoba si jej. Pociga zuchwaoci, mocnym ciaem, energi i tym nieuchwytnym byskiem w oczach, ktry raz wydawa si cierpieniem, a kiedy indziej okruciestwem. Niewiele wiedziaa o jego przeszoci, prawdopodobnie burzliwej. Nie zwierza si. Bdc szczerym, umia jednoczenie by skrytym. Czym obecnie zajmowa si - to oczywicie wiedziaa. Ale to jej nie przeszkadzao. Wierzya, e nie potknie si. Pienidzy mia zawsze pod dostatkiem. Miaa wic spokj, nie potrzebowaa chodzi po ulicy. W tym wanie czasie zacz organizowa pierwsz swoj band. Pewnego dnia przyprowadzi nowego kompana. By to Litowka. Przez kilka miesicy chodzili na roboty razem i z kilku jeszcze innymi. Wkrtce jednak skoczyo si to wszystko. Po jakiej grubszej, krwawo zakoczonej historii, banda Morawca rozpada si. Paru chopcw wpado, dostali po kilkanacie lat cikiego wizienia. O Romanie such przepad, znikn rwnie Litowka. Spotkaa go teraz dopiero. Dowiedziaa si, e Morawca od lat ju nie widzia i w ogle od dawna, zaraz po tamtej awanturze, skoczy z podobnymi sprawami. Nie mia ochoty - wyzna - powdrowa na szubienic albo zgin w wizieniu. Nie kady ma szczcie Morawca. Zreszt i jego szczcie moe pewnego piknego dnia prysn jak upinka. Osiedli si wic na kresach wschodnich. Za pienidze, ktre mu przypady z podziau, wybudowa domek i urzdzi sklep z wyszynkiem. Zadowolony by ze spotkania. Zaproponowa kolacj. Wstpili razem do baru. Cigle opowiada o sobie. Ale Anna wiedziaa, e szybko zda sobie spraw z sytuacji, w jakiej si znajdowaa. Nie potrzebowa pyta. Bya ubrana le, z tandetn jaskrawoci, wygldaa niezdrowo; chciwie, cho staraa si panowa nad ruchami, rzucia si na gorce jedzenie. Gdy zaproponowa jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodzia si bez wahania. Nie miaa nic do stracenia. W Warszawie czeka j tylko gd, a w niedalekiej przyszoci szpital lub ebranina pod kocioem. Ludzie? Uwaaa, e wszdzie s ci sami, jednakowo li. Wolaa wic o tym nie myle, cieszy si raczej, e znajdzie si na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobrazia sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, odyy w niej bolesnym szarpniciem najdawniejsze, rzadko budzce si wspomnienia. Wychyn z mroku czasu dzie wycieczki za miasto: niebo pogodne, zapach jaminw, droga ocieniona rozoystymi kasztanami, ujadanie psw... Ale zanim pord tych migawkowych obrazw zdya zarysowa si miejca twarz Pawa Siechenia, Anna wstaa szybko i spytaa Litowk: zataczymy? W jego cikich ramionach, pod gorcym, wdk przepojonym oddechem, zniky oczy i usta, ktrych wolaa z odlegoci lat nie wywoywa. Zabawili w lokalu do pnego wieczora. Potem, po nocy, ktra daa Annie przedsmak tego, co j czeka w Sedelnikach, wyjechali. Wie powitaa j wichur i deszczem