|
|
|
|
Akademik Główczyńska w Leoncinie
Akademik Główczyńska w Leoncinie Polecamy noclegi 6 os.
Cena 65 os. Obiekt: salon piekności, disco, łózko dwu osobowe, łazienka, kuchenka gazowa, obiadokolacje, do plaży 1300m. Akademik Główczyńska - 036678526 Leoncinie ul.Górna Tematyka: www agroturystyka agroturystyka góry sarbinowo czołpino miedzywodzie Drążdżewo władysławowo kwatery prywatne
| ||
|
|
||
|
Biega po caym domu i szuka komnaty, Gdzie mieszka, dzieckiem bdc, przed dziesiciu laty. Wchodzi, cofn si, toczy zdumione renice Po cianach: w tej komnacie mieszkanie kobice? Kt by tu mieszka? Stary stryj nie by onaty, A ciotka w Petersburgu mieszkaa przed laty. To nie by ochmistrzyni pokj! Fortepiano? Na niem noty i ksiki; wszystko porzucano Niedbale i bezadnie; nieporzdek miy! Niestare byy rczki, co je tak rzuciy. Tu i sukienka biaa, wieo z koka zdjta Do ubrania, na krzesa porczu rozpita. A na oknach donice z pachncymi zioki, Geranium, lewkonija, astry i fijoki. Podrny stan w jednym z okien - nowe dziwo: W sadzie, na brzegu niegdy zarosym pokrzyw, By maleki ogrdek, ciekami porznity, Peen bukietw trawy angielskiej i mity. Drewniany, drobny, w cyfr powizany potek Pan Tadeusz 7 Adam Mickiewicz Poyska si wstkami jaskrawych stokrotek. Grzdki wida, e byy wieo polewane; Tu stao wody pene naczynie blaszane, Ale nigdzie nie wida byo ogrodniczki; Tylko co wysza; jeszcze koysz si drzwiczki wieo trcone; blisko drzwi lad wida nki Na piasku, bez trzewika bya i poczoszki; Na piasku drobnym, suchym, biaym na ksztat niegu, lad wyrany, lecz lekki; odgadniesz, e w biegu Chybkim by zostawiony nkami drobnemi Od kogo, co zaledwie dotyka si ziemi. Podrny dugo w oknie sta patrzc, dumajc, Wonnymi powiewami kwiatw oddychajc, Oblicze a na krzaki fijokowe skoni, Oczyma ciekawymi po droynach goni I znowu je na drobnych ladach zatrzymywa, Myla o nich i, czyje byy, odgadywa. Przypadkiem oczy podnis, i tu na parkanie Staa moda dziewczyna. - Biae jej ubranie Wysmuk posta tylko a do piersi kryje Z rezygnacja pomyslalam, ze nie wybrne z tego. Zadawal pytania w sposob bezwzglednie wymagajacy odpowiedzi, mnie zas wychodzilo zupelnie co innego, niz sobie zyczylam. Poddalam sie. - Niech pan odda te szmate - powiedzialam, wyjmujac mu z reki apaszke Basienki. - zeby potem nie bylo, ze trzymaly pana jakies czynniki materialne. Gdybym chciala wytlumaczyc panu, o co mi chodzi, w sposob zrozumialy i w miare moznosci dyplomatycznie, musialabym gledzic godzine. A przysiegne, ze pan nie ma czasu! - A gdyby pani sprobowala niedyplomatycznie...? Niepojetym dla mnie sposobem ruszylismy dalej na te przechadzke razem. - Dziwie sie, ze chce pan wyjasnic te wszystkie brednie, ktore mi sie wyrwaly - powiedzialam z niesmakiem. - Nie wszystko panu jedno? - Nie. Jezeli ktos mowi do mnie zaskakujace brednie... Przepraszam, nie chcialem byc niegrzeczny, ale pani sama tak to okreslila... to musze poznac ich przyczyny i cel. Lubie zrozumiec zachodzace wokol mnie zjawiska. - Bardzo uciazliwe upodobanie. Ma pan za duzo czasu. - Przeciwnie, mam za malo czasu. - To co pan, w takim razie, robi na tym skwerku? - Usiluje wydrzec z pani wytlumaczenie rzadko spotykanej reakcji na odzyskanie zgubionego przedmiotu. Zdenerwowal mnie ten upor. - To nie byla reakcja na przedmiot, tylko reakcja na pana - powiedzialam z irytacja. - Co pan sobie wyobraza, ze ja sobie wyobrazam, ze pan nie wie, jak pan wyglada?!... Jak bylo do przewidzenia, zglupialam do reszty i wyglosilam wszystko to, od czego z najwieksza starannoscia usilowalam sie powstrzymac. Ciezkiej pretensji, nie wiadomo, do niego czy do losu, nie staralam sie nawet ukrywac. - No dobrze - zgodzil sie. - Zalozmy, ze ma pani racje, chociaz moim zdaniem bardzo pani przesadza. Ale nie rozumiem, w czym pani przeszkadza moj wyglad. - W czepianiu sie pana - wyjasnilam. - Nie moge sie czepiac czlowieka, ktoremu nosem wychodza czepiajace sie go kobiety. Dla mnie jest pan nieopisanie atrakcyjny w zupelnie innym sensie. Od tego innego sensu skolowacialam calkowicie, bo uswiadomilam sobie, ze nie moge mu zdradzic ani swoich spostrzezen, ani przyczyn, dla ktorych taki facet jak on jest dla mnie bezcenny. Moja namietnosc do sensacji, zagadek i tajemnic musiala pozostac nieuzasadniona, bo jakze mialam mu powiedziec, ze ja to wszystko pisze, ja nic nie pisze, ja jestem Basienka, uzeram sie z mezem i robie wzory na tkaniny! Nieslychanie trudno bylo go zbic z tematu, na domiar zlego podobal mi sie coraz bardziej, odnosilam wrazenie, ze ja mu sie podobam coraz mniej, sobie podobalam sie rowniez coraz mniej i ogolnie biorac zapadlam sie w jakies grzezawisko umyslowe, z ktorego wydobyc mnie juz nie mogla zadna ludzka sila. - Z tego, co pani mowi, wynika, ze lubi pani tajemnicze wydarzenia - powiedzial tonem, w ktorym dawal sie wyczuc jakby odcien nagany. Zdziwilo mnie to, a jeszcze bardziej mnie zdziwilo, ze z tego, co mowie, w ogole dla niego cos wynika. - Lubie - przyswiadczylam. - A pan nie? - Nie. Nie widze w nich nic przyjemnego. Zazwyczaj bywaja bardzo meczace. - Mozliwe, ale meczyc sie tez lubie. To sie nawet szczesliwie sklada, bo przez cale zycie spotykaja mnie rozmaite sensacyjne idiotyzmy, nieznosne dla normalnych ludzi. Jest to tak nagminne, ze zbyt dlugi spokoj zawsze mi sie wydaje podejrzany. - I jeszcze pani malo? Jeszcze ma pani nadzieje na wiecej? - Oczywiscie! Rozrywek nigdy za wiele, a spokojne zycie odbiera mi inwencje i dobry humor. - Wyglada pani na osobe, ktorej nigdy nie brakuje inwencji i dobrego humoru... - Skad pan wie, jak wygladam, skoro widuje mnie pan tutaj po ciemku? - A skad pani wie, jak ja wygladam? Poza tym wystarczy zamienic z pania kilka slow, zeby rozpoznac pewne pani cechy nawet w egipskich ciemnosciach. Rzadko sie spotyka osoby tak pelne zycia jak pani. - Mowi pan to w taki sposob, jakby uwazal pan to za gigantyczna wade - zauwazylam krytycznie. - Aktywnosc charakteru zawsze wydawala mi sie zaleta. - Mnie rowniez. Mozliwe, ze dostrzegla pani w moim tonie pewna dezaprobate, bo mowiac to, myslalem rownoczesnie o sposobach wydatkowania takiej energii i aktywnosci. Sposobach, ktore prowadza niekiedy do dosc ponurych rezultatow... Mialam wrazenie, ze w kotlujacy sie we mnie chaos wdarlo sie nagle jakies ostrzegawcze swiatlo. | ||