stewia suknie ślubne ścianki działowe
|
Zofianka Dolna Lipy Gdynia Mechelinki Zosin Dziwnówek Markach Milonki
|
|
|
Akademiki Gąsawy Plebańskie
Proponujemy pokoje 3 osobowy, 60 os.Nocleg:centrum masażu, centrum turystyczne, do wody 50m, śniadania, łazienka, parawan, wanna z hydromasażem, 2 łóżka 1 osobowe,
Pensjonat Zofianka Dolna
Polecamy Pensjonat Zofianka Dolna 5 osobowe, 130 zł osoba, poza sezonem 110 zł.Wypozażenie: barek z alkocholem, aneks kuchennyWyzywienie: kolacjedo wody 1200mdiscosa
Akademiki Lipy
Oferujemy pokoje 5 os, 60 os.Nocleg:centrum spa, centrum turystyczne, do wody 500m, obiadokolacje, telewizor, koc, aneks kuchenny, łózko z dostawka, restauracje.Hellen
Willa Gdynia od plazy 900m
Willa Gdynia Sargowicka Oferta noclegi 6 osobowy. Cena 85 os.Obiekt:salon masazu, centrum urody, łózko z dostawka, radio, kuchenka gazowa, śniadania i obiadokola
Hotel Mechelinki do plazy 200m
Hotel Mechelinki Wyszogrodzka Polecamy wolne noclegi 3 os. Cena 130 os.Obiekt:salon masazu, centrum rekreacji, ekskluzywne łózka, barek, wanna z hydromasażem, ś
Akademiki Zosin
Polecamy pokoje 2 osobowy, 100 os.Nocleg:centrum rekreacji, basen, do morza 1400m, obiady i śniadania, czajnik bezprzewodowy, prysznic, tv, łóżko łaczone 2 osobowe
Agroturystyka Dziwnówek do plaży 900m
Agroturystyka Dziwnówek Mystkowska Polecamy nocleg 2 os. Cena 40 os.Obiekt:plac zabaw, centrum odnowy biologicznej, 2 łóżka 1 osobowe, barek, prysznic, wyzywienie we wÅ
Apartament Gdynia do plaży 1100m
Apartament Gdynia Zima Oferta pokoje 5 osobowy. Cena 50 os.Obiekt:centrum turystyczne, parking, lozko dwu osobowe, radio, telewizor, wyzywienie we własnym zakresie, do
Willa Sierota w Markach
Willa Sierota w Markach Proponujemy noclegi 5 os. Cena 65 os.Obiekt:salon masazu, grill, wygodne łóżko, wanna z hydromasażem, kuchnia, obiady, do wody 600m.Will
Akademik Milonki
Polecamy Akademik Milonki 5 osobowe, 130 zł osoba, poza sezonem 85 zł.Wypozażenie: koc, kuchniaWyzywienie: śniadania i obiadokolacjeod plaży 2kmparkingcentrum odno
| ||
|
|
||
|
Maz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu. Odslaniajac ramiona i labedzia szyje. W takim Litwinka tylko chodzic zwykla z rana, W takim nigdy nie bywa od mezczyzn widziana: Wiec choc swiadka nie miala, zalozyla rece Na piersiach, przydawajac zaslony sukience. Wlos w pukle nie rozwity, lecz w wezelki male Pokrecony, schowany w drobne straczki biale, Dziwnie ozdabial glowe, bo od slonca blasku swiecil sie, jak korona na swietych obrazku. Twarzy nie bylo widac. Zwrocona na pole Szukala kogos okiem, daleko, na dole; Ujrzala, zasmiala sie i klasnela w dlonie, Jak bialy ptak zleciala z parkanu na blonie I wionela ogrodem przez plotki, przez kwiaty, I po desce opartej o sciane komnaty, Nim spostrzegl sie, wleciala przez okno, swiecaca, Nagla, cicha i lekka jak swiatlosc miesiaca. Nocac chwycila suknie, biegla do zwierciadla; Wtem ujrzala mlodzienca i z rak jej wypadla Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladla. | ||