|
|
|
|
Ośrodek wypoczynkowy Gdynia do wody 1000m
Ośrodek wypoczynkowy Gdynia Ślesicka Polecamy wolne noclegi 2 os.
Cena 100 os. Obiekt: spa, dyskoteka, wygodne łóżko, kuchenka, parasol plazowy, śniadania, od plaży 550m. Ośrodek wypoczynkowy Ślesicka - 373533329 Gdynia ul.Kozia 55 Tematyka: hotele bydgoszcz sztutowo wyposażenie gastronomii mielno noclegi hotele łódź Kierzno karpacz pensjonat
| ||
|
|
||
|
Biega po caym domu i szuka komnaty, Gdzie mieszka, dzieckiem bdc, przed dziesiciu laty. Wchodzi, cofn si, toczy zdumione renice Po cianach: w tej komnacie mieszkanie kobice? Kt by tu mieszka? Stary stryj nie by onaty, A ciotka w Petersburgu mieszkaa przed laty. To nie by ochmistrzyni pokj! Fortepiano? Na niem noty i ksiki; wszystko porzucano Niedbale i bezadnie; nieporzdek miy! Niestare byy rczki, co je tak rzuciy. Tu i sukienka biaa, wieo z koka zdjta Do ubrania, na krzesa porczu rozpita. A na oknach donice z pachncymi zioki, Geranium, lewkonija, astry i fijoki. Podrny stan w jednym z okien - nowe dziwo: W sadzie, na brzegu niegdy zarosym pokrzyw, By maleki ogrdek, ciekami porznity, Peen bukietw trawy angielskiej i mity. Drewniany, drobny, w cyfr powizany potek Pan Tadeusz 7 Adam Mickiewicz Poyska si wstkami jaskrawych stokrotek. Grzdki wida, e byy wieo polewane; Tu stao wody pene naczynie blaszane, Ale nigdzie nie wida byo ogrodniczki; Tylko co wysza; jeszcze koysz si drzwiczki wieo trcone; blisko drzwi lad wida nki Na piasku, bez trzewika bya i poczoszki; Na piasku drobnym, suchym, biaym na ksztat niegu, lad wyrany, lecz lekki; odgadniesz, e w biegu Chybkim by zostawiony nkami drobnemi Od kogo, co zaledwie dotyka si ziemi. Podrny dugo w oknie sta patrzc, dumajc, Wonnymi powiewami kwiatw oddychajc, Oblicze a na krzaki fijokowe skoni, Oczyma ciekawymi po droynach goni I znowu je na drobnych ladach zatrzymywa, Myla o nich i, czyje byy, odgadywa. Przypadkiem oczy podnis, i tu na parkanie Staa moda dziewczyna. - Biae jej ubranie Wysmuk posta tylko a do piersi kryje Odpdza pokus snu, podobnie jak miertelnie znuony wdrowiec przeamuje senno w obliczu niebezpieczestwa. C z tego, e ciao omdlewa ze zmczenia, gowa ciy, a powieki same bezsilnie opadaj? Trzeba wiedzie, kiedy mona, kiedy wolno spa. Pozornie tak atwo jest wymkn si nieprzyjacielowi. Zdawaoby si: mona go zwie, zmyli lad. Pomidzy wieczorem a najbliszym rankiem jaki rozlegy ley czas! Kady krok u pocztku wyznacza inn drog. Tysic cieek biegnie w gb nocy, nikncych, gdy wit zedrze ciemnoci. Ale na kadej wrg jest przy nas, cierpliwie, krok za krokiem dc po naszym tropie. Spojrze mu prosto w oczy, nie zadre, nie ugi si przed jego zdobywcz si, to jedno moe ocali. Ale jak wydrze z siebie zo, ktre w nas czai si zawsze wyczekujce, zawsze gotowe do skoku? Jak pochwyci wroga, ktry jest w naszej krwi i w naszych mylach? Ksidz Sieche klcza, skrzyowane ramiona wsparszy o niski stoek. Pochyli gow. Mia wraenie, jakby mu barki ogromny ciar przygnit. Gdy zapada noc taka, jak dzisiaj, bez granic, wydaje si, e zo caego wiata cieka w serce czuwajcego. Dokoa, na bezmiernych obszarach, w niskich chatach wiejskich i dalej, w ludowych kamienicach uciszonych miast pi ludzie zmordowani dniem. Bezbronny tum. atwa zdobycz. Kt pi snem sprawiedliwego? Donie, ktre jeszcze przed chwil chciwie sigay po rozpust i zysk, dygoc teraz niespokojnie, jak pomie przygnieciony popioem. Nagie ciaa dysz gorczkowo. Zwarte usta skryy kamstwa i kuszce podszepty, powieki zamkny popenione i przysze zbrodnie. Gdzie s mury mierzone trzcin zot? Wiatr szarpn otwartym oknem. Okiennica uderzya o szyb. Chlusn deszcz. Ale proboszcz nie poruszy si. Jego oczy szeroko rozwarte zdaway si przebija ciemno. Dr j a do przepastnego dna. Zwyciaj przestrze. Czas stan. I przez sekund, ktra trwa wieki, wydaje si klczcemu, e widzi wszystko, co dzieje si na wiecie a po jego najodleglejsze krace. Straszliwa chwila. To jest tak, jakby jaka zasona spada rozcita nagle niewidzialn rk, ukazujc gron wizj. Oto ziemia niezmiernie ogromna, a jednoczenie tak drobna, i mona j ramieniem opasa, ley nieruchoma, cita cisz: bezkresna, ruda pustynia, obszary zjeone czarnymi kamieniami, zastyge wody, lasy skamieniae, miasta puste jak szkielety, a nad tym nieskoczonym cmentarzyskiem niebo niskie i miedziane. Niebo, ktrego ciar przygniata serca picych. Ludzie! Wida ich ciaa pokotem rzucone na zesch ziemi, jedno przy drugim, nagie i sine, niby nieskoczony szereg umarych. I nagle, jakby na jeden wielki gos rozcinajcy milczenie od wschodu do zachodu i od pnocy na poudnie, budz si wszyscy. Ale nikt nie zrywa si i nie pieszy posusznie ku wezwaniu. adne woanie mu nie odpowiada. aden szept ani ruch nie targn niewzruszonym spokojem. Piersi lecych uderzone niebem zamary. To tylko ich oczy szeroko rozwarte oddychaj mierteln trwog. Przeraeniem nie pozostawiajcym miejsca dla nadziei. - Jestem z wami! - szepce ksidz Sieche. Bo czy nie pta go niemoc ta sama, ktra wszystkim na ziemi kae w tej chwili kona, lecz nie pozwala umrze? Oto rwno, o ktrej ludzie nie chc wiedzie. Bogactwo staje si podobne achmanom ebraka, wadza kruszy si w poraonych doniach i jak prchno przesypuje przez palce. Ale gdy ranek przywrci ziemi jej kuszcy ksztat, kt z ywych wyrzeknie si dobrowolnie zudnych przywilejw? Kiedy wybije godzina sprawiedliwoci dla krzywdzonych i ponianych? Tyle dokoa chciwoci, okruciestw, tyle kamstw i jadu nienawici i pogardy, i zdaje si, e nic nie zdoa zasklepi krwawicych ran. C moe zmieni si? Tu choby, na tym drobnym skrawku sedelnickiej ziemi. Dziedzic sedelnicki nie zrzeknie si bez przymusu swoich rozlegych pl i lasw, jak drapiene kleszcze opasujcych dokoa ndzne chopskie zagrody. Grzegorz Litowka nie porzuci strczycielstwa. Zabkanej w dalekim miecie Oldze Kukiszw aden gos nie podszepnie powrotu do rodzicw. Mody Burak, kiedy wyjdzie z wizienia, znowu zacznie kra. Kierownik poczty nie zagodzi serdeczniejszym sowem cierpie umierajcej ony. Fiodor Dubrowski, nienasycony swoj modoci, z lekkim sercem porzuci po miesicu kad dziewczyn. Ile ich jeszcze przyjdzie paczcych na niego, jak przedtem przychodziy z alami na Siemiona? A Siemion, ktremu ju tak niewiele chwil pozostao do ycia... A Micha... Proboszcz zaciska donie. Gste krople potu zwilaj mu skronie. - Najlichszym z lichych jestem, Panie. Tamci nie znaj Ci, dlatego bdz. Ale mnie ukazae si, jak wicher wstrzsne mn... Dae wszystko. A c ja daj? Jake ndzny jest plon minionych lat! C uczyni dla ludzi, ktrych mu powierzono? Nigdy nie umia znale drogi do czowieka. A za to jak czsto i w jak wielu okolicznociach czu si intruzem. Tak rzadko udawao mu si przeama bolesny i upokarzajcy mur, ktry odgradza go od ludzi wtedy wanie, gdy chcia im siebie ofiarowa. A jeli, zdarzao si, odnajdywa porozumienie, czy byo ono czym wicej ni przelotnym byskiem ukazujcym zaledwie w mglistym oddaleniu, jak ogromne musi by szczcie, gdy zbudzi si zbkan dusz z letargu i oczyszczon postawi przed Panem. Przey kilka takich olnie | ||