|
|
|
|
Willa Sierota w Markach
Willa Sierota w Markach Proponujemy noclegi 5 os.
Cena 65 os. Obiekt: salon masazu, grill, wygodne łóżko, wanna z hydromasażem, kuchnia, obiady, do wody 600m. Willa Sierota - 108034912 Markach ul.Pawia Tematyka:
| ||
|
|
||
|
Na pamitk, e w czasie wojny si urodzi), Dobrze, mj Tadeuszu, e si dzi nagodzi Do domu, wanie kiedy mamy panien wiele. Stryjaszek myli wkrtce sprawi ci wesele; Jest z czego wybra; u nas towarzystwo liczne Od kilku dni zbiera si na sdy graniczne Dla skoczenia dawnego z panem Hrabi sporu; I pan Hrabia ma jutro sam zjecha do dworu; Podkomorzy ju zjecha z on i z crkami. Modzie posza do lasu bawi si strzelbami, A starzy i kobiety niwo ogldaj Pod lasem, i tam pewnie na modzie czekaj. Pjdziemy, jeli zechcesz, i wkrtce spotkamy Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy". Pan Wojski z Tadeuszem id pod las drog I jeszcze si do woli nagada nie mog. Soce ostatnich kresw nieba dochodzio, Mniej silnie, ale szerzej ni we dnie wiecio, Cae zaczerwienione, jak zdrowe oblicze Gospodarza, gdy prace skoczywszy rolnicze.Na spoczynek powraca. Ju krg promienisty Spuszcza si na wierzch boru i ju pomrok mglisty, Napeniajc wierzchoki i gazie drzewa, Cay las wie w jedno i jakoby zlewa; I br czerni si na ksztat ogromnego gmachu, Soce nad nim czerwone jak poar na dachu; Wtem zapado do gbi; jeszcze przez konary Bysno jako wieca przez okienic szpary I zgaso. I wnet sierpy gromadnie dzwonice We zboach i grabliska suwane po ce Ucichy i stany: tak pan Sdzia kae, U niego ze dniem kocz prac gospodarze. "Pan wiata wie, jak dugo pracowa potrzeba; Soce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba, Czas i ziemianinowi ustpowa z pola". Tak zwyk mawia pan Sdzia, a Sdziego wola Bya ekonomowi poczciwemu wit; Bo nawet wozy, w ktre ju skada zaczto Kop yta, niepene jad do stodoy; Ciesz si z nadzwyczajnej ich lekkoci woy Odslaniajac ramiona i labedzia szyje. W takim Litwinka tylko chodzic zwykla z rana, W takim nigdy nie bywa od mezczyzn widziana: Wiec choc swiadka nie miala, zalozyla rece Na piersiach, przydawajac zaslony sukience. Wlos w pukle nie rozwity, lecz w wezelki male Pokrecony, schowany w drobne straczki biale, Dziwnie ozdabial glowe, bo od slonca blasku swiecil sie, jak korona na swietych obrazku. Twarzy nie bylo widac. Zwrocona na pole Szukala kogos okiem, daleko, na dole; Ujrzala, zasmiala sie i klasnela w dlonie, Jak bialy ptak zleciala z parkanu na blonie I wionela ogrodem przez plotki, przez kwiaty, I po desce opartej o sciane komnaty, Nim spostrzegl sie, wleciala przez okno, swiecaca, Nagla, cicha i lekka jak swiatlosc miesiaca. Nocac chwycila suknie, biegla do zwierciadla; Wtem ujrzala mlodzienca i z rak jej wypadla Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladla. | ||